20.08.2009 15:41:31 | komentarzy: 3 | czytano: 855 razy
Polowanie na Platiniego
O tym, że Michel Platini będzie w Poznaniu pod koniec lipca dowiedziałem się już na początku miesiąca. Z powodu wyjazdu na wakacje nie robiłem sobie jednak wielkich nadziei na Jego spotkanie. Dlatego tym bardziej ucieszyłem się, kiedy w lokalnej telewizji podano, że Le Roi zawita do Poznania w niedzielę 26 lipca, dzień przed moim wyjazdem. Wiedzieliśmy z Madzią, że takiej okazji nie możemy przepuścić i musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby spotkać się z jedną z największych legend Juventusu!
Następnego dnia ustaliliśmy pierwsze szczegóły, po czym zadzwoniłem do Pawciosssa, czy jest zainteresowany całą "akcją". Nie wahał się ani chwili. Po poszukiwaniach w Internecie i prasie udało mi się ustalić wstępny plan wizyty Platiniego w stolicy Wielkopolski. Dowiedziawszy się, że około godziny 14:30 przyleci z Gdańska prywatnym samolotem, od razu wykonałem telefon do koleżanki pracującej na poznańskiej Ławicy, która poinformowała mnie, że samolot wyląduje na starym terminalu pasażerskim. Skontaktowałem się z Madzią, Pawciosem i ustaliliśmy, że w niedzielę, już około godziny 13:30 pojawimy się na lotnisku. Następnymi punktami wizyty prezydenta UEFA miały być stadion, Stary Rynek gdzie miał zjeść lunch oraz Malta. Wiedzieliśmy, że gdzieś go "złapiemy".

Podejście pierwsze - lotnisko
W niedzielę o godzinie 13 po mnie oraz po Madzie podjechał Pawciosss i udaliśmy się w kierunku lotniska. Początkowo mięliśmy podróżować środkami komunikacji miejskiej, z czego na szczęście zrezygnowaliśmy, gdyż jak później się okazało bez samochodu nie udałoby nam się nic osiągnąć. Po kilkuminutowej jeździe byliśmy już w okolicy portu lotniczego. Udaliśmy się na stary terminal pasażerski, który świecił kompletnymi pustkami. Zagadnięty przez nas pracownik stwierdził, że nie mamy szans dostać się do Platiniego na lotnisku, gdyż bezpośrednio z samolotu całą delegację (a była ona naprawdę spora, około 16 osób) zabiorą busy od razu na stadion. Radził nam udać się na Stary Rynek, gdzie rzekomo miałoby być najłatwiej o spotkanie z byłym zawodnikiem Juventusu. Pierwsza próba nieudana, ale absolutnie nie zamierzaliśmy się poddawać. Od razu stwierdziliśmy, że będziemy trzymali się planu pobytu Platiniego w Poznaniu i udamy się pod stadion.
Podejście drugie - stadion
Byliśmy tam grubo przed 14 i spodziewaliśmy się długiego oczekiwania, co jednak w żadnym wypadku nas nie zniechęcało. Podeszliśmy do ogrodzenia, gdzie już było widać przygotowania do przyjazdu delegacji, liczni ochroniarze oraz stacje telewizyjne przygotowujące się do konferencji mającej odbyć się na stadionie. Postanowiliśmy podejść od drugiej strony, gdzie znajdowała się brama wjazdowa i sprawdzić czy damy rade tamtędy dostać się w okolice wejścia na obiekt. Niestety, podobnie jak od strony ogrodzenia tak i od strony wjazdu nie zostaliśmy wpuszczeni. Mimo naszych tłumaczeń i próśb, ochroniarze powiedzieli nam, że nie mogą nic zrobić i że nie zależy to od nich. Polecili nam udać się nad Maltę, gdzie według nich będzie najłatwiejszy dostęp do Platiniego (ostatnio miało być na Starym Rynku...). Jednomyślnie stwierdziliśmy, że nigdzie się nie ruszamy i wracamy pod płot z przodu, sprzed którego jest najlepszy widok na wejście na stadion. Po cichu liczyliśmy, że Platini do nas podejdzie. W trakcie ponad godzinnego oczekiwania na przyjazd kordonu z Michelem, ku naszemu lekkiemu zdziwieniu zaczęło pojawiać się coraz więcej osób chcących, podobnie jak my, spotkać się z legendą światowego futbolu.
W końcu się doczekaliśmy, busy eskortowane przez policje było widać z daleka. Nastąpiło lekkie poruszenia wśród wszystkich oczekujących, jednak cała delegacja w tempie ekspresowym przemknęła na stadion. Platini mignął nam jedynie przed oczami. Mimo lekkiego rozczarowania, czekaliśmy aż Le Roi będzie opuszczał stadion, po raz kolejny licząc na coś więcej niż do tej pory. W trakcie oczekiwania na koniec konferencji prasowej, wpadł nam do głowy, jak się później okazało, genialny pomysł. Postanowiliśmy ustawić samochód na wyjeździe na ulicę, którą kordon musiał przejechać udając się na Stary Rynek. I za wszelką cenę trzymać się ich całą drogę. Po przygotowaniu samochodu wróciliśmy pod ogrodzenia w oczekiwaniu na wyjście Platiniego ze stadionu.

Podejście trzecie - Stary Rynek
Opuszczając obiekt, mimo naszych krzyków i wołań, Le Roi jedynie nam pomachał. Od razu po tym ruszyliśmy do auta i czekaliśmy aż samochody z Michelem przejadą obok nas, żeby się pod nie podczepić. Nie tylko my mieliśmy taki pomysł. Istny wyścig, między samochodami Polsatu, TVN czy TVP, zwłaszcza, że jechaliśmy Fiatem Uno, był nie lada przygodą. Wciskanie się między inne auta, przejazdy na czerwonym świetle, byle by być jak najbliżej busa z Platinim. W drodze na Stary Rynek delegacja miała przejechać jeszcze przez teren Międzynarodowych Targów Poznańskich. My nie wiedząc czy uda nam się tam wjechać postanowiliśmy pojechać kawałek dalej i ustawić się samochodem na boku Alei Marcinkowskiego, ulicy, którą, jak nam się słusznie wydawało, oficjele musieli przejechać w drodze na Stary Rynek.
Kilka minut niecierpliwego oczekiwania i naszym oczom ponownie ukazał się eskortowany przez policje kordon samochodów z Michelem Platinim. Ponownie się do niego podłączyliśmy i w podobnie wyścigowym tempie jechaliśmy w kierunku Starego Rynku. Sama już droga była dla nas wielką przygodą, a najlepsze dopiero miało nastąpić. Dojeżdżając do Starego Rynku szybko zaparkowaliśmy samochód i w dalszą pogoń udaliśmy się na nogach. Po biegu wokół Ratusza, kiedy byliśmy już naprawdę mocno zdyszani, a busy specjalnie krążyły uliczkami Starego Rynku, żeby zmylić dziennikarzy, fotoreporterów i wszystkich innych, w tym nas. Jeden z dziennikarzy powiedział nam, żebyśmy udali się pod "Cafe Cocorico" gdzie Platini z całą delegacją mieli zjeść lunch. Był to strzał w dziesiątkę. Od razu się tam udaliśmy i po kilkunastu sekundach podjechały tam samochody.
Podejście czwarte - "Cafe Cocorico"
Kiedy tylko zobaczyliśmy Michela całą trójką rzuciliśmy się w jego stronę, podobnie jak uczynili to dziennikarze. Najpierw autografy, potem szalik JPC na szyi wielkiej legendy Juventusu i szybka prośba o zdjęcie. Chwila ciszy, po czym usłyszeliśmy głos: "Dajcie, ja wam zrobię". Podałem aparat, dopiero po chwili orientując się, że znalazł się on w rekach Prezydenta Miasta Poznania Ryszarda Grobelnego. Długo byliśmy w szoku tego, co się wydarzyło przez te kilka minut: autografy, wspólne zdjęcie z Platinim zrobione przez Grobelnego - bezcenne! Emocje jeszcze nie zdążyły opaść, a już podeszło do nas kilku dziennikarzy i fotoreporterów, pytając kim jesteśmy i prosząc o kilka zdjęć. My z dumą opowiadaliśmy, że jesteśmy członkami JuvePoland Club i przytaczaliśmy historię - "polowania na Platiniego", pozując jednocześnie do zdjęć z szalikiem JPC.
Postanowiliśmy jeszcze poczekać aż Michel skończy lunch, zrobić ostatnie zdjęcia i godnie pożegnać naszego idola. Kiedy czekaliśmy aż Le Roi opuści lokal zaczęła się schodzić część osób, które spotkaliśmy pod stadionem, wiedząc, że nie mają już szans na takie przeżycie jak my. Tym bardziej byliśmy dumni z naszego pościgu. Po około 30 minutach zaczęli wychodzić pierwsi członkowie delegacji. Po chwili pojawił się sam Platini, zrobiliśmy ostatnie zdjęcia, zaintonowaliśmy "ale Platini, ale, ale" oraz "Noi siamo la Juve". Michel rozdał jeszcze kilka autografów w busie, jednak nie robił już żadnych zdjęć i wyraźnie uśmiechnięty po naszych przyśpiewkach, machając do nas udał się w dalszą cześć wycieczki po Poznaniu. My już skończyliśmy, cała przygoda rozpoczęła się dla nas około 13, a zakończyła po godzinie 17. Osiągnęliśmy to co zakładaliśmy, a nawet więcej. Chyba nikt z naszej trójki nie mógł przewidzieć, że rzucając się po autografy Platiniego wyprzedziliśmy tak wielu dziennikarzy. W następnych dniach szalik JPC było widać praktycznie wszędzie: w głównym wydaniu Wiadomości w TVP, w Faktach TVN, w Szkle Kontaktowym w TVN24, Panoramie na TVP2, Wydarzeniach na Polsacie, w papierowym i internetowym wydaniu Gazety Wyborczej, a także w mediach lokalnych. To był kolejny powód do dumy i piękne zakończenie naszej niesamowitej przygody! Autor: juveluck
|